Jeśli jesteś użytkownikiem poczty Gmail (lub masz pocztę na Gazeta.pl) a równocześnie korzystasz z serwisu aukcyjnego Allegro to od kilku dni nie dostaniesz żadnych powiadomień i potwierdzeń sprzedaży. Powód? Google zablokowało adres IP największej platformy aukcyjnej w Polsce za spamowanie.
Allegro wystartowało w tym roku z platformą zakupów grupowych Citeam.pl i aby nowy serwis rozreklamować, postanowiło bombardować wszystkich swoich użytkowników, którzy kiedykolwiek zarejestrowali się w serwisie aukcyjnym, mailami z informacją o tym, co nowego można znaleźć na Citeam.pl. I nie szkodzi, że na Citeam.pl nie założyłeś sobie jeszcze konta i nie życzysz sobie otrzymywać informacji o nowych ofertach.
Reakcja była więc do przewidzenia. Użytkownicy poczty zamiast klikać w linki z ofertami i cieszyć łaską, którą zostali obdarzeni, odważyli się oznaczać niechcianą pocztę jako SPAM, co z kolei doprowadziło, że system pocztowy Gmail wpisał adres IP natarczywego nadawcy na czarną listę.
A co z ważnymi dla nas wiadomościami o zakupie, wpłatach, czy pytaniach kupujących, które wysłane były z tego samego adresu IP? Pracownicy Allegro błyskotliwie znaleźli odpowiedź: "zmieńcie adres skrzynki mailowej do czasu ustąpienia awarii". Awarii...
poniedziałek, 28 listopada 2011
wtorek, 22 listopada 2011
250 godzin wirtualnego meczu z Warką
„Największy międzynarodowy mecz w historii Internetu” - pod takim hasłem Warka, oficjalny sponsor reprezentacji Polski w piłce nożnej ruszył z inicjatywą rozegrania wirtualnego meczu Polska – Włochy, który miał poprzedzić rzeczywisty mecz towarzyski pomiędzy tymi reprezentacjami rozegrany 11 listopada we Wrocławiu.
Intencją kampanii piwowarskiej była mobilizacja do sportowej rywalizacji kibiców obu drużyn. Wirtualna gra dostępna była w dwóch języka – polskim i włoskim na stronie myreprezentanci.pl. Wystarczyło wybrać drużynę, kliknąć w piłkę (każdy mógł ją kopnąć raz dziennie) i zaprosić do rozgrywki znajomych. Do bramki przeciwnika przybliżało każde kliknięcie. Trzy tysiące podań zamieniane było w jedną bramkę. Wirtualny mecz trwał blisko 250 godzin.

Akcja poparta była także innymi działaniami. W Warszawie zawisł wyświetlacz LED, na którym można było na bieżąco śledzić wynik gry. Oczywiście przy promocji wykorzystano także portal społecznościowy Facebook.
Intencją kampanii piwowarskiej była mobilizacja do sportowej rywalizacji kibiców obu drużyn. Wirtualna gra dostępna była w dwóch języka – polskim i włoskim na stronie myreprezentanci.pl. Wystarczyło wybrać drużynę, kliknąć w piłkę (każdy mógł ją kopnąć raz dziennie) i zaprosić do rozgrywki znajomych. Do bramki przeciwnika przybliżało każde kliknięcie. Trzy tysiące podań zamieniane było w jedną bramkę. Wirtualny mecz trwał blisko 250 godzin.

Akcja poparta była także innymi działaniami. W Warszawie zawisł wyświetlacz LED, na którym można było na bieżąco śledzić wynik gry. Oczywiście przy promocji wykorzystano także portal społecznościowy Facebook.
poniedziałek, 21 listopada 2011
Życie to nie facebook, nie przyjmuj zaproszenia od Ali
Polski Czerwony Krzyż ruszył z kampanią "Nie przyjmuj zaproszenia od nieznajomych", przestrzegającą przed zarażeniem wirusem HIV poprzez kontakt seksualny z przypadkową osobą. PCK apeluje, by nawyk zbyt łatwego zawierania znajomości w Internecie nie przekładał się na prawdziwe życie.
Żeby lepiej dotrzeć z przekazem i uzmysłowić istotę problemu, a więc łatwego nawiązywania znajomości, organizacja postawiła na popularny serwis społecznościowy Facebook, gdzie powstał profil bohaterki akcji Ali Skoczewskiej.

Ala wysyłać będzie zaproszenia do przypadkowych osób, które nie będą sobie zdawać sprawy, że to profil kampanii społecznej. Tylko na podstawie imienia i ładnego profilowego zdjęcia zdecydujemy, czy będziemy chcieli przyjąć nieznajomą dziewczynę do grona znajomych. Jeśli się na to zdecydujemy, na jej tablicy zobaczymy filmik zatytułowany "Pamiętasz, jak się poznaliśmy?". W skrócie - impreza, kilka drinków, zaproszenie Ali do siebie, namiętny seks, a na koniec dowiadujesz się że...
Polecamy. Filmik, nie znajomość z Alą
Żeby lepiej dotrzeć z przekazem i uzmysłowić istotę problemu, a więc łatwego nawiązywania znajomości, organizacja postawiła na popularny serwis społecznościowy Facebook, gdzie powstał profil bohaterki akcji Ali Skoczewskiej.

Ala wysyłać będzie zaproszenia do przypadkowych osób, które nie będą sobie zdawać sprawy, że to profil kampanii społecznej. Tylko na podstawie imienia i ładnego profilowego zdjęcia zdecydujemy, czy będziemy chcieli przyjąć nieznajomą dziewczynę do grona znajomych. Jeśli się na to zdecydujemy, na jej tablicy zobaczymy filmik zatytułowany "Pamiętasz, jak się poznaliśmy?". W skrócie - impreza, kilka drinków, zaproszenie Ali do siebie, namiętny seks, a na koniec dowiadujesz się że...
Polecamy. Filmik, nie znajomość z Alą
piątek, 18 listopada 2011
Wirus ospy wietrznej przenoszony Facebookiem ;)
Powstała nowa inicjatywa na portalu społecznościowym Facebook. Otóż w Stanach Zjednoczonych, rodzice chorych na ospę wietrzną dzieci organizują imprezy, na których zarażają zdrowe dzieci. Rodzice tych zdrowych, wysyłają swoje pocieszy na takie imprezki z pełną świadomością. Chcą maluchom ułatwić przejście zakaźnej choroby w młodym wieku. Na FB jest specjalna strona, na której rodzice zamieszczają ogłoszenia typu, "moje dziecko ma ospę, wpadajcie!", albo "chętnie się zarazimy, dojedziemy na miejsce".
wtorek, 15 listopada 2011
11.11.11 w mediach społecznościowych
Obchody święta Niepodległości zajęły sporo miejsca w serwisach społecznościowych. Największy sieciowy szperacz, czyli Google, postanowiło w typowy dla siebie sposób upamiętnić nasze święto , umieszczając na swojej stronie głównej specjalnie przygotowanego doodla. Wchodząc 11 listopada na Google można było więc zobaczyć zmodyfikowane logo, które składało się liter zbudowanych z biało-czerwonej wstęgi.

O naszym święcie nie zapomnieli też inni. Jeden z największych klubów piłkarskich na świecie, Real Madryt, na swym profilu na Facebooku zamieścił z tej okazji notkę w naszym ojczystym języku: "Pozdrowienia dla wszystkich Polaków z okazji 93 rocznicy dnia niepodległości kraju".

Na naszym własnym podwórku królowały na Facebooku profile zachęcające do obchodów 11 listopada.
YouTube wypełnił się tego dnia filmikami z marszów i przepychanek z policją. Niektórzy autorzy utrzymują, że filmiki przedstawiają prawdziwy obraz wydarzeń tego dnia, a nie ten kreowany przez stację TVN24.

O naszym święcie nie zapomnieli też inni. Jeden z największych klubów piłkarskich na świecie, Real Madryt, na swym profilu na Facebooku zamieścił z tej okazji notkę w naszym ojczystym języku: "Pozdrowienia dla wszystkich Polaków z okazji 93 rocznicy dnia niepodległości kraju".

Na naszym własnym podwórku królowały na Facebooku profile zachęcające do obchodów 11 listopada.
YouTube wypełnił się tego dnia filmikami z marszów i przepychanek z policją. Niektórzy autorzy utrzymują, że filmiki przedstawiają prawdziwy obraz wydarzeń tego dnia, a nie ten kreowany przez stację TVN24.
sobota, 12 listopada 2011
Śmierć w kartonach
Śmierć Hanki Mostowiak z "M jak Miłość" widziało ponad 8 mln telewidzów! A czy Ty już to widziałeś?
Tutaj, tylko dzięki nam wypadek Hanki M.
Tutaj, tylko dzięki nam wypadek Hanki M.
Płacisz, wymagasz - czyli darmowa antyreklama
Tydzień temu byłam na Stabłowicach, dzielnicy Wrocławia tuż za Stadionem Miejskim. Zauważyłam tam bardzo ciekawe zjawisko. Otóż na pewnym nowo wybudowanym osiedlu zamiast kwiatów na balkonach wiszą przecudowne transparenty. Były to długie banery, z hasłami typu "to moja najgorsza inwestycja w życiu" lub "nie kupujcie mieszkań w..." i tu padała nazwa dewelopera. Tych transparentów było kilka, wszystkich haseł nie pamiętam, ale wydźwięk był ten sam. Nie będę podawać nazwy dewelopera ani szczegółów problemu bo nie to jest tematem moich rozważań, lecz ludzka solidarność i walka o swoje prawa, która dzięki technologii i mediom społecznościowym działa na szeroką skalę.
I znowu, uruchamiam laptopa, podłączam internet (w tym czasie jestem wstanie zrobić sobie herbatę;)i szukam więcej informacji na ten temat. Materiałów mnóstwo! Po raz kolejny najbardziej pomocne okazują się być fora internetowe. Mieszkańcy feralnego budynku założyli nawet swoje własne forum wspólnoty mieszkaniowej! (http://www.olbrachtowska.fora.pl/budynek-a-l,8/umowy-przedstepne-na-nowy-etap-a-l-i-b,135.html)Deweloper nie wywiązał się ze swoich obietnic, mieszkańcy zapłacili mnóstwo pieniędzy za mieszkania, z których nie są do końca zadowoleni, więc zafundowali firmie darmową antyreklamę. Musieli czuć się naprawdę oszukani, skoro chciało im się zawieszać na własnych balkonach transparenty, zakładać forum internetowe, a nawet robić manifestacje. (http://www.gazetawroclawska.pl/fakty24/457119,wroclaw-niezadowoleni-mieszkancy-ostrzegali-przed,id,t.html). Idąc tym tropem natknęłam się również na bloga klientów innego dewelopera, którzy podawali na bieżąco informacje dotyczące inwestycji.
I teraz moglibyśmy płynnie przejść do innego szkolnego przedmiotu, a mianowicie zarządzania sytuacją kryzysową i spróbować wybrnąć z sytuacji w jakiej znalazły się te firmy, tylko po co;)?


I znowu, uruchamiam laptopa, podłączam internet (w tym czasie jestem wstanie zrobić sobie herbatę;)i szukam więcej informacji na ten temat. Materiałów mnóstwo! Po raz kolejny najbardziej pomocne okazują się być fora internetowe. Mieszkańcy feralnego budynku założyli nawet swoje własne forum wspólnoty mieszkaniowej! (http://www.olbrachtowska.fora.pl/budynek-a-l,8/umowy-przedstepne-na-nowy-etap-a-l-i-b,135.html)Deweloper nie wywiązał się ze swoich obietnic, mieszkańcy zapłacili mnóstwo pieniędzy za mieszkania, z których nie są do końca zadowoleni, więc zafundowali firmie darmową antyreklamę. Musieli czuć się naprawdę oszukani, skoro chciało im się zawieszać na własnych balkonach transparenty, zakładać forum internetowe, a nawet robić manifestacje. (http://www.gazetawroclawska.pl/fakty24/457119,wroclaw-niezadowoleni-mieszkancy-ostrzegali-przed,id,t.html). Idąc tym tropem natknęłam się również na bloga klientów innego dewelopera, którzy podawali na bieżąco informacje dotyczące inwestycji.
I teraz moglibyśmy płynnie przejść do innego szkolnego przedmiotu, a mianowicie zarządzania sytuacją kryzysową i spróbować wybrnąć z sytuacji w jakiej znalazły się te firmy, tylko po co;)?


wtorek, 25 października 2011
Crowdsourcing
Crowdsourcing jest to czerpanie wiedzy, pomysłów i inspiracji "z tłumu", a więc zwykłych ludzi. Określa przypisywanie tradycyjnych obowiązków pracowników grupie ludzi lub społeczności. Jest to siła tłumu i jest najnowszym trendem badania opinii- najtańszym i najbardziej wiarygodnym źródłem.
8 kroków crowdsourcingu:
1. Firma ma problem
2. Firma dzieli się problemem online
3. Internauci proszeni są o podanie rozwiązań
4. Internauci przedstawiają rozwiązanie
5. Internauci weryfikują i odrzucają rozwiązania
6. Firma nagradza internautów, których rozwiązania zostały wyróżnione
7. Firma wprowadza wybrane rozwiązania
8. Firma czerpie zyski
Przykłady firm stosujących crowdsourcing
Bank BZ WBK wykorzystał crowdsourcing angażując 4 bloggerów, którzy robili różnego rodzaju akcje na swoich blogach. Przeprowadzali badania wśród komentatorów na wszelakie tematy. Cała kampania to oczywiście część realizacji strategii promocji marki BZ WBK. Bank jest także fundatorem wartościowych nagród rzeczowych dla uczestników konkursów.
Firma Danone, producent marki jogurtów Fantasia w swoich działaniach promocyjnych na rynku polskim korzysta z crowdsourcingu. Mimo, że przykład zastosowania jest dość płytki, dobrze obrazuje mechanizmy wykorzystania klientów do współtworzenia produktu i pominięcia etapu testowania rynku nowym smakiem Fantasii i sprawdzania reakcji.
Firma Lays również zastosowała crowdsourcing w kampanii reklamowej z Pawłem Wilczakiem, zachęcając konsumentów do stworzenia nowych smaków chipsów. Za wzięcie udziału w akcji były 4 nagrody w wysokości 50.000zł.
To rozwiązanie, jako zbiór kompetencji, wiedzy i doświadczenia w danym obszarze wielu jednostek w internecie może przynieść wymierne korzyści pozostałym. Flagowym przykładem jest Wikipedia. Treści zamieszczone na stronie są tworzone i edytowane przez miliony użytkowników na całym świecie, a najważniejsze hasła są często aktualizowane przez osoby, które czują się za nie odpowiedzialne.
8 kroków crowdsourcingu:
1. Firma ma problem
2. Firma dzieli się problemem online
3. Internauci proszeni są o podanie rozwiązań
4. Internauci przedstawiają rozwiązanie
5. Internauci weryfikują i odrzucają rozwiązania
6. Firma nagradza internautów, których rozwiązania zostały wyróżnione
7. Firma wprowadza wybrane rozwiązania
8. Firma czerpie zyski
Przykłady firm stosujących crowdsourcing
Bank BZ WBK wykorzystał crowdsourcing angażując 4 bloggerów, którzy robili różnego rodzaju akcje na swoich blogach. Przeprowadzali badania wśród komentatorów na wszelakie tematy. Cała kampania to oczywiście część realizacji strategii promocji marki BZ WBK. Bank jest także fundatorem wartościowych nagród rzeczowych dla uczestników konkursów.
Firma Danone, producent marki jogurtów Fantasia w swoich działaniach promocyjnych na rynku polskim korzysta z crowdsourcingu. Mimo, że przykład zastosowania jest dość płytki, dobrze obrazuje mechanizmy wykorzystania klientów do współtworzenia produktu i pominięcia etapu testowania rynku nowym smakiem Fantasii i sprawdzania reakcji.
Firma Lays również zastosowała crowdsourcing w kampanii reklamowej z Pawłem Wilczakiem, zachęcając konsumentów do stworzenia nowych smaków chipsów. Za wzięcie udziału w akcji były 4 nagrody w wysokości 50.000zł.
To rozwiązanie, jako zbiór kompetencji, wiedzy i doświadczenia w danym obszarze wielu jednostek w internecie może przynieść wymierne korzyści pozostałym. Flagowym przykładem jest Wikipedia. Treści zamieszczone na stronie są tworzone i edytowane przez miliony użytkowników na całym świecie, a najważniejsze hasła są często aktualizowane przez osoby, które czują się za nie odpowiedzialne.
Im więcej znajomych na FB, tym więcej szarych komórek
To jeszcze w nawiązaniu do poprzedniego wpisu o znajomych w sieci i w "realu". Znaleźliśmy ciekawą informację - podobno ci, który mają wielu znajomych na Facebooku mają więcej szarych komórek :) Brzmi niedorzecznie?
Podobno maniacy "fejsa" posiadający dużą ilość wirtualnych znajomych wyróżniają się specyficzną budową mózgu - tak przynajmniej twierdzą naukowcy z Wielkiej Brytanii, którzy przeprowadzili badania na oszałamiającej liczbie 125 osób. Takie osoby wyróżniają się większą liczbą komórek w kluczowych dla relacji międzyludzkich regionach mózgu. Okazało się też, że zależność: dużo znajomych - dużo szarych komórek odnosi się tylko do świata wirtualnego i nie występuje w przypadku znajomych w "realu". Ciekawe...
Jeśli byłoby prawdą, to... z całym szacunkiem dla wszystkich, ale najwięcej szarych komórek (fanów na Facebooku) ma chyba Lady Gaga.
W zasadzie nie wiadomo najważniejszego, czy odmienna budowa mózgu to efekt czy przyczyna? Masz dużo znajomych, bo takie już masz predyspozycje, czy może przez to, że masz dużo znajomych, coś się z w mózgu zmienia.
A tak już zupełnie na poważnie.
Przy okazji okazało się, że sieć znajomych wirtualnych mniej więcej odpowiada sieci tych rzeczywistych. Użytkownicy Facebooka nie budują nowej, całkowicie wirtualnej sieci znajomych, tylko odtwarzają ją ze świata rzeczywistego.
http://www.rp.pl/artykul/9141,735280-Umysl-z-Facebooka.html
Podobno maniacy "fejsa" posiadający dużą ilość wirtualnych znajomych wyróżniają się specyficzną budową mózgu - tak przynajmniej twierdzą naukowcy z Wielkiej Brytanii, którzy przeprowadzili badania na oszałamiającej liczbie 125 osób. Takie osoby wyróżniają się większą liczbą komórek w kluczowych dla relacji międzyludzkich regionach mózgu. Okazało się też, że zależność: dużo znajomych - dużo szarych komórek odnosi się tylko do świata wirtualnego i nie występuje w przypadku znajomych w "realu". Ciekawe...
Jeśli byłoby prawdą, to... z całym szacunkiem dla wszystkich, ale najwięcej szarych komórek (fanów na Facebooku) ma chyba Lady Gaga.
W zasadzie nie wiadomo najważniejszego, czy odmienna budowa mózgu to efekt czy przyczyna? Masz dużo znajomych, bo takie już masz predyspozycje, czy może przez to, że masz dużo znajomych, coś się z w mózgu zmienia.
A tak już zupełnie na poważnie.
Przy okazji okazało się, że sieć znajomych wirtualnych mniej więcej odpowiada sieci tych rzeczywistych. Użytkownicy Facebooka nie budują nowej, całkowicie wirtualnej sieci znajomych, tylko odtwarzają ją ze świata rzeczywistego.
http://www.rp.pl/artykul/9141,735280-Umysl-z-Facebooka.html
poniedziałek, 24 października 2011
W "realu" jednak lepiej?
Wirtualni znajomi a znajomi w "realu". Czy można ich w ogóle porównywać? Czy znajomość, która istnieje głównie na Facebooku, gdzie piszemy krótkie notki co u nas słychać i komentujemy wpisy naszych Facebookowych znajomych; gdzie zamieszczamy linki do interesujących nas stron, filmów, muzyki; zamieszczamy zdjęcia czy to pierogów, które udało nam się po raz pierwszy zrobić, czy jakiejś kontrowersyjnej reklamy na bilboardzie; gdzie klikamy lubię to, jeśli coś nam się spodoba; gdzie możemy zaprenumerować serwisy informacyjne czy grać w gry; czy taka znajomość jest wstanie w dobie ciągłego pośpiechu zastąpić nam prawdziwą relacje z człowiekiem twarzą w twarz? Czy nie lepiej byłoby zamiast napisać w Internecie co u nas słychać lub szukać tam informacji co słychać u dawno niewidzianego znajomego, po prostu pójść z nim na kawę (lub inny % napój)? Czy opowiedzenie mu z wypiekami na twarzy jakie cudowne pierogi zrobiliśmy nie będzie lepiej oddawało naszej radości? Czy opowiedzenie mu jak strasznie było nam przykro, gdy rozstaliśmy się z partnerem, ze łzami w oczach nie odda bardziej naszych emocji niż zmiana statusu na wolny? Czy normalne relacje z przyjaciółmi i znajomymi, spotkania, długie rozmowy na różne tematy staną się niedługo całkiem staroświeckie i dziwne? Czy kilku prawdziwych przyjaciół, kumpli, koleżanek, z którymi spotykamy się regularnie, nie zaspokajają bardziej naszej potrzeby bliskości z drugim człowiekiem niż setki znajomych w Internecie? Czy wśród tylu ludzi w sieci nie czujemy się mimo wszystko samotni, czy oni wypełniają pustkę jaką się czuje, gdy nie ma do kogo otworzyć buzi w czterech ścianach?
"Baby są jakieś inne"
Byłam ostatnio w kinie na filmie "Baby są jakieś inne" w reżyserii Marka Koterskiego. Dziwne, że się zdecydowałam, biorąc pod uwagę tandetny plakat oraz nawał zajawek. Jednak wszyscy, którzy byli na spotkaniu z Saniewskim na naszej uczelni wiedzą, że kampania reklamowa, jej przebieg oraz całokształt w ogóle nie zależą od reżysera. Więc poszłam. W sali kinowej dzikie tłumy, dawno nie widziałam tak wielu ludzi na filmie w kinie, a chodzę dość często. Może wpływ na to miał tani wtorek… a może jednak ta kampania reklamowa
Podczas filmu siedzę, oglądam, kontempluję i… obserwuję co się dzieje dookoła. Słyszę wybuchy śmiechu, śmiechu wręcz zaraźliwego; patrzę, tylko jedna para opuściła salę w trakcie seansu. Nawet, gdy sama nie zauważam nic śmiesznego w jakimś tekście ludzie i tak się śmieją.
Po powrocie do domu z czystej ciekawości włączyłam Juranda (takie niecodzienne imię mojemu laptopowi nadał mój brat, gdy zakładał mu hasło) i podłączyłam mój Internet na impulsy. Niech stracę! Chciałam poczytać recenzje i wypowiedzi internautów, aby skonfrontować je z moimi obserwacjami z sali kinowej. Recenzje na portalach typu filmweb.pl były wyjątkowo wnikliwe oraz obiektywne o tyle o ile ten gatunek na to pozwala. Jednak komentarze pod tymi recenzjami, ach te komentarze! Niesamowita sprawa. Zdecydowana większość internautów wypowiada się o filmie niepochlebnie. Narzekają, że brak akcji, że nudne, że chwilami nieśmieszne, że stracone pieniądze, że za dużo wulgaryzmów. Sporo osób określiło ten film jako koszmarny, najgorszy polski film. Dużo ludzi pisało, że opuściło kino przed końcem filmu. Znalazłam na forach kilka pozytywnych opinii, ale giną one wśród oburzonych internautów, którzy poczuli się oszukani. Cóż, tak to jest jak się za bardzo ulegnie reklamie i nie dowie niczego o filmie przed pójściem do kina. Przede wszystkim tego, czy jest to komedia, czy może komediodramat.
Po co zadałam sobie tyle trudu, żeby poświęcić dobre dwie godziny na czytanie wypowiedzi internautów na forach? Bo dziwię się osobom, które tylko tymi opiniami kierują się przy wyborze filmu, na który idą do kina. Fora internetowe najbardziej służą chyba tylko tym frustratom, którzy tam piszą jak to strasznie się zawiedli na filmie lub dowolnym produkcie. A leniwi zamiast sami sprawdzić, poszukać informacji, ślepo podążają za tłumem.
Kilka filmików, oczywiście Baby…
A Wy widzieliście? Komentujcie.
Wstępniak
Rozpoczynamy nowy etap w naszym życiu - dumnym krokiem weszliśmy do blogosfery. Media Socjalne (nie socjalistyczne!) to blog traktujący głównie o Social Media, ale znajdziecie tutaj też wpisy o tym, co nas zainteresowało, zaciekawiło, coś, z czym będziemy chcieli się z Wami podzielić.
Na co dzień żyjemy we Wrocławiu i jesteśmystudentami Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej w Wyższej Szkole Zarządzania "Edukacja". Złamiemy zasadę dobrego PR-u i napiszemy o sobie coś niekorzystnego: nigdy wcześniej nie blogowaliśmy. Na dobrą sprawę nie mamy o tym jeszcze zielonego pojęcia, więc z początku będziemy trochę błądzić i poruszać się po omacku. Trzy złe wpisy, może jeden dobry, trzy złe wpisy, jeden dobry... Aż się nauczymy i wypracujemy jakiś styl :)
Do kolejnego wpisu,
Dominika, Justyna i Krzysiek.
Na co dzień żyjemy we Wrocławiu i jesteśmy
Do kolejnego wpisu,
Dominika, Justyna i Krzysiek.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)