poniedziałek, 24 października 2011

"Baby są jakieś inne"

Byłam ostatnio w kinie na filmie "Baby są jakieś inne" w reżyserii Marka Koterskiego. Dziwne, że się zdecydowałam, biorąc pod uwagę tandetny plakat oraz nawał zajawek. Jednak wszyscy, którzy byli na spotkaniu z Saniewskim na naszej uczelni wiedzą, że kampania reklamowa, jej przebieg oraz całokształt w ogóle nie zależą od reżysera. Więc poszłam. W sali kinowej dzikie tłumy, dawno nie widziałam tak wielu ludzi na filmie w kinie, a chodzę dość często. Może wpływ na to miał tani wtorek… a może jednak ta kampania reklamowa

Podczas filmu siedzę, oglądam, kontempluję i… obserwuję co się dzieje dookoła. Słyszę wybuchy śmiechu, śmiechu wręcz zaraźliwego; patrzę, tylko jedna para opuściła salę w trakcie seansu. Nawet, gdy sama nie zauważam nic śmiesznego w jakimś tekście ludzie i tak się śmieją.

Po powrocie do domu z czystej ciekawości włączyłam Juranda (takie niecodzienne imię mojemu laptopowi nadał mój brat, gdy zakładał mu hasło) i podłączyłam mój Internet na impulsy. Niech stracę! Chciałam poczytać recenzje i wypowiedzi internautów, aby skonfrontować je z moimi obserwacjami z sali kinowej.  Recenzje na portalach typu filmweb.pl  były wyjątkowo wnikliwe oraz obiektywne o tyle o ile ten gatunek na to pozwala. Jednak komentarze pod tymi recenzjami, ach te komentarze! Niesamowita sprawa. Zdecydowana większość internautów wypowiada się o filmie niepochlebnie. Narzekają, że brak akcji, że nudne, że chwilami nieśmieszne, że stracone pieniądze, że za dużo wulgaryzmów. Sporo osób określiło ten film jako koszmarny, najgorszy polski film. Dużo ludzi  pisało, że opuściło kino przed końcem filmu. Znalazłam na forach kilka pozytywnych opinii, ale giną one wśród oburzonych internautów, którzy poczuli się oszukani. Cóż, tak to jest jak się za bardzo ulegnie reklamie i nie dowie niczego o filmie przed pójściem do kina. Przede wszystkim tego, czy jest to komedia, czy może komediodramat.

Po co zadałam sobie tyle trudu, żeby poświęcić dobre dwie godziny na czytanie wypowiedzi internautów na forach? Bo dziwię się osobom, które tylko tymi opiniami kierują się przy wyborze filmu, na który idą do kina. Fora internetowe najbardziej służą chyba tylko tym frustratom, którzy tam piszą jak to strasznie się zawiedli na filmie lub dowolnym produkcie. A leniwi zamiast sami sprawdzić, poszukać informacji, ślepo podążają za tłumem. 

Kilka filmików, oczywiście Baby…


A Wy widzieliście? Komentujcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz