niedziela, 8 stycznia 2012

Krwiożercze automaty atakują

Tym razem opisze wam co mi się dzisiejszego poranka przydarzyło.
Otóż, jak co niedzielę rano jadę do pracy. Skończył mi się bilet miesięczny, więc żeby nie kusić losu postanowiłam kupić od razu następny. Zadowolona, że zdążę w przerwie jaką mam na przesiadkę dumnie stanęłam przed automatem. Robiłam to nie pierwszy raz, więc pewna siebie włożyłam URBAN kartę w odpowiednie miejsce, wybrałam bilet jaki mnie interesuje (wszystkie linie, ulgowy 49zł- to przydatna informacja do zrozumienia dalszej części tekstu), płacę banknotem 100-złotowym i czekam.... czekam....wciąż czekam, wyświetla się komunikat, że w tym momencie zostanie wydana reszta i wydrukowane potwierdzenie zakupu, znów czekam .... czekam słyszę jak się w środku jakieś moniaki kotłują, ale patrzę nic nie wyleciało! Patrze drukuje się potwierdzenie. Zaglądam do środka, wciąż nic! Walę w automat bo ciśnienie mi podskoczyło. Ale ale opanowuję się, przecież istnieją cywilizowane metody na załatwienie takich spraw. Znalazłam na automacie numer do Biura Obsługi Klienta. Bingo! Myślę: nie daruję! Dzwonię na ten numer, żeby drogą komunikacji werbalnej, nie zważając na etykietę rozmowy telefonicznej powiedzieć im co o nich myślę i spytać jak mogę odzyskać moje 51 złotych! Odbiera automat, który mi oznajmia, że konsultanci w Biurze Obsługi Klienta pracują tylko w dni robocze. Szlag mnie jasny trafia. Mam stać przy tym automacie do poniedziałku i czekac aż ktoś łaskawie mi wyciągnie moją kasę?! Przecież jak zadzwonię jutro (czyli w poniedziałek) to nikt mi nie uwierzy, że taka sytuacja zaistniała. Na potwierdzeniu jest tylko zaznaczone jaki bilet kupiłam i ile kosztował, a nie ile zapłaciłam i ile reszty powinnam dostać.
Po co w ogóle o tym napisałam. Mimo że 51 złotych to nie jest majątek, ale to jest MOJE 51 złotych i żadna maszyna nie będzie mi ich zabierać bezkarnie. Przeprowadzę eksperyment. Wszystkimi możliwymi kanałami internetowymi napiszę o mojej sprawie i będę śledzić jak się rozwija i ilu ludzi spotkało coś podobnego. Jestem nawet skłonna się poświęcić i założyć konto na Facebooku.
Do boju!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz